Prawnik wszechwiedzący

Mimo że udzielanie porad stanowi lwią część mojej pracy, to nadal przed każdym ze spotkań odczuwam niepokój. Jest on związany z lękiem przed niewiedzą. Obawiam się, że klient zada mi pytanie, na które nie będę znała odpowiedzi, albo odpowiedź będzie się gdzieś majaczyć na horyzoncie, a ja, zestresowana, nie będę potrafiła sklecić zdania.

Gdy mamy jakiś problem zdrowotny to idziemy do lekarza, który się specjalizuje w danej dziedzinie. Nie wybierzemy się do pulmonologa ze złamaną nogą, albo do ortopedy z nieustającym kaszlem. Mimo że każdy lekarz przez 6 lat studiów uczy się o wszystkim i powinien mieć podstawową wiedzę, dzięki której będzie nam mógł coś doradzić, to wyszukujemy specjalistów, licząc, że oni zgłębili daną dziedzinę i będą w stanie nam jak najlepiej pomóc.

Z prawnikami powinno być podobnie. Przez 5 lat studiów poznajemy podstawy różnych gałęzi prawa, w niektóre przedmioty się zagłębiamy, inne zaś traktujemy pobieżnie, jako dodatek. Byleby wiedzieć, że takie coś istnieje i wiedzieć też, gdzie szukać informacji. Tylko

o tym się nie mówi. Nikt, poza prawnikami i osobami z bliskiego otoczenia, nie wie, że studia prawnicze nie przygotowują do pracy. Dają narzędzia, dają możliwości, ale nie dadzą odpowiedzi na absolutnie każdy problem. 

Kto nigdy nie został wyrywkowo zapytany o jakichś szczegół i nie usłyszał: to czego Was uczą na tych studiach?

Uczą nas schematów. Uczą nas gdzie szukać odpowiedzi i jak rozumieć poszczególne przepisy. Dlatego też tak ważna jest logika, której się uczymy na pierwszym roku studiów. Ale w społeczeństwie dalej istnieje obraz prawnik = osoba, która się zna na każdym przepisie.

Jak więc zareagować, gdy przyjdzie klient i zapyta o pozew rozwodowy, prawdopodobnie z pamięci przedstawimy mu szczegóły postępowania. Lecz co mamy zrobić, gdy pojawia się problem z zakresu, jaki znamy tylko przelotnie? Kiedyś to było na zajęciach, gdzieś coś słyszałam, czytałam jakieś orzeczenia. Jak z tego wybrnąć?

Powiedzieć po prostu: nie jestem pewna, jak wyglądają takie sprawy, ale się zorientuję i prześlę odpowiedź e-mailem, albo przekażę na następnym spotkaniu. To jest o wiele lepsze niż rzucanie frazesów, czy mówienie naokoło, bo może klient się nie zorientuje. I przede wszystkim nie możemy się bać niewiedzy. Nie bać się skierowania klienta do innego prawnika, który specjalizuje się w danej dziedzinie. Nie bać się tego, że nie jest się biegłym ze wszystkiego. Jednego klienta to zszokuje, inny będzie wdzięczny za pokazanie ścieżki prowadzącej do rozwiązania problemów.

Sylwetka prawnika wszechwiedzącego jest też często spotykana podczas rekrutacji. Rozmowa kwalifikacyjna czy też zadanie rekrutacyjne często opiera się na tak przeróżnych dziedzinach, wykraczających poza to, czym się zajmuje dana kancelaria, że nie sposób udzielić dobrej odpowiedzi na wszystko. Czasem można się jeszcze wybronić i pokazać swój sposób myślenia, ale… to nie tak powinno wyglądać. Na studiach byłam też ogromną przeciwniczką i uczenia się przepisów na pamięć i testów, które wyglądały jak przekopiowany kodeks z powycinanymi fragmentami artykułów. Wszystko fajnie, ale te przepisy najprawdopodobniej się zaraz zmienią, a do momentu, w którym będą nam potrzebne w praktyce zostaną przemielone przez prawodawców jakieś 50 razy. Ale o tym następnym razem.